Siedział na łóżku 'trzymając twarz w dłoniach'.
Oh,jak mi przykro,czyżby Pan rozpieszczony bachor nie dostał obiadku na czas?-zaśmiała się w myśli.Mimo to, jakoś dziwnie zrobiło jej się na sercu.
A jak serio coś się stało?...Nawet jeśli,nie powinno mnie to obchodzić. Starała się nie myśleć co mogło przytrafić się chłopakowi,zeszła na dół,podgrzała sobie obiad w mikrofali.Nagle muzyka przestała grać.
-Głośniej się nie dało?!-usłyszała głos ojca.
-Też Cię miło widzieć tatusiu...Co tak wcześnie?
-Chciałabyś,żebym wrócił później?A może żebym w ogóle nie wracał?
Przeraziła ją ta myśl.
-Nie?Chciałam być miła i z Tobą normalnie pogadać?Jak widać się nie da.-odsunęła talerz i wstała od stołu.Poszła szybko na górę do swojego pokoju.Położyła się na łóżku,łzy napłynęły jej do oczu.
Nie płacz idiotko.-pomyślała i otarła pierwszą łzę.Nie minęła chwila,doszedł jej sms od Emily.: "Chloe!Dzisiaj,18,impreza u Joe'ego.Idziemy,nie?:D "
-"No jasne.Będę czekać pod Twoim domem,za piętnaście szósta.See ya.xx "
Uśmiech pojawił się na jej twarzy.
Hm,w co by się tu ubrać...Przeglądała ubrania w szafie.
Niee,w tym byłam w zeszłym tygodniu.W końcu wybrała
TO .
Większość osób tylko na imprezach normalnie z nią gadała.W szkole jakby się bali?Uważała,że to dziwne,ale nie zaprzątała sobie tym zbytnio głowy.
Poprawiła makijaż i dosłownie wybiegła z domu nie chcąc spóźnić się po raz kolejny.Zaraz była pod domem Emily.Puściła jej sygnał.Normalnie by weszła,ale wiedziała,że jej rodzice są w domu.Niezbyt się lubili,uważali że ma zły wpływ na ich córkę.
-O,już jesteś-Emily uśmiechnęła się szeroko na widok przyjaciółki.
-Wow,Em!Zajebiście wyglądasz-odpowiedziała,a dziewczyna lekko się zarumieniła.
U Joe'ego było mnóstwo osób.
E.:-Ma nieźle nasrane do gara,że robi takie imprezy w środku tygodnia.
Ch.:-My też,że na takie w środku tygodnia przychodzimy.
Spojrzały się na siebie i zaczęły śmiać.Joe był kolegą z ich klasy,często robił domówki,al w miarę 'grzecznie'.
-Ejejej!Jeśli chcecie palić,to za dom! Moi starzy wracają nad ranem.-oświadczył chłopak. Poszły więc za budynek.
-Emily...chyba nie zamierzasz..
-Kiedyś musi być ten pierwszy raz.-odpowiedziała,podpalając papierosa.-Chcesz?
-Nie,mama czasem pali.Nienawidzę tego.
Zaraz zaczęła się krztusić.-Łee,ohyda.
-Haha,widzisz,to nie dla dzieci-Chloe zabrała jej fajkę z ręki i wręczyła pierwszemu lepszemu kolesiowi.
-I kto to mówi-wskazała na alkohol,który spożywała Chloe.
-Patrz,twój kochany sąsiad też zawitał!
-Ja pierdole-powiedziała,dostrzegając Stylesa.Poszła po kolejnego drinka.
-wiesz Em,ja się będę zbierać.-wydukała.
-No coś ty,już?
-Zamierzam iść jutro do szkoły-za dużo lekcji już opuściłam.
-Ok.Alee...na pewno dasz radę dojść do domu?
-A wyglądam jakbym miała nie dać rady? Zaczęła śmiać się jak idiotka.Poszła jeszcze do organizatora imprezy.
-Joe,mówię ci, zaepista impresa...dawno się tak nie bawiłam.
-Hah,dzięki mała.Zamówić ci taksówkę?
-Nie,dzięki,spacerek dobrze mi zrobi.
Zaczęła kierować się do wyjścia.Nie spodziewała się,że z imprezy wychodzi ktoś jeszcze.
-Buu! Złapał ją za ramiona,na co podskoczyła lekko wystraszona.
-Ugh,co ty tu robisz?!
-Idę do domu? Też był podpity,ale na pewno nie tak jak dziewczyna.
-Daleko jeszcze?
-No,w twoim tępie,bardzo daleko.
-W ogóle,dlaczego ja rozmawiam z tym idiotą - burknęła.
-Hm?O kim mówisz?
-O tobie.
Zaśmiał się pod nosem.-Dziewczynki w twoim wieku nie powinny spożywać alkoholu.
Gdy tylko to powiedział wpadła w furię,zaczęła go walić pięściami, z łzami w oczach krzyczała,że go nienawidzi.
-Jej,spokojnie..Cii,Chloe.Chloe!Żartowałem. Przytulił ją mocno,tak,że nie mogła się ruszyć. -Puść mnie.
Zrobił o co prosiła,jednak obejmował ją ramieniem,by nie upadła.
-Dam radę iść sama.
-Nie byłbym tego taki pewien.
Gdy byli już pod jej domem zaczęła :
-Włożysz mi?
-Co?!
-To znaczy: wyjmiesz mi?...Noo...klucze z kieszeni zboku.
Styles zaśmiał się z niej po raz kolejny.-Eh,już miałem nadzieję...
"Pomacał" jej kieszenie,ale w żadnej nie było kluczy.
-No bez jaj.Szarpnęła za klamkę. -Kurwa,zamknęli na noc.
-To chodź,pójdziemy do mnie-zaproponował.
-Chyba kpisz.
-Dobra,więc będziesz spała tu,na wycieraczce.Pa. I ruszył w stronę swojego mieszkania.Zaraz usłyszał jednak,że dziewczyna zwraca to,co wypiła.Zawrócił i podbiegł do niej.
Omg,jaka wpadka-pomyślała.
A co jak mi zrobi zdjęcie i gdzieś to wstawi?!
On natomiast odgarnął włosy z jej twarzy,tak żeby ich 'nie pobrudziła'.
-Już? Lepiej ci?
-Tak. Dzi...dzięki.
Weszli do jego domu.
-Masz być cicho,rozumiesz?! - Mhm.
-No,do góry-wskazał schody.Weszła na pierwsze trzy i by upadła,ale w porę ją złapał.
-Miało być po cichu! W końcu wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju.
-Rozebrać cię?-spojrzał z cwaniackim uśmieszkiem.
-Jeb się.-szepnęła.
-Wolałbym ciebie. Pokazała mu środkowy palec,na co się zaśmiał.Ledwo doszła do łazienki.Siedziała tam z pół godziny.Wyszła w samej bluzce na ramiączkach i majtkach.
-Uhuhuu...bluzkę też mogłaś zdjąć.
-Dobranoc.-rzuciła się na łóżko.
-Dobranoc mała.-wszedł do niej pod kołdrę.
-Erm...tak jakby wypierdalaj?
-Erm..to moje łóżko?
-Ugh.-zakryła się poduszką i zasnęła.Harry za chwilę też odleciał w krainę snu.
***
I jak? Proooszę,komentujcie co myślicie :(
Do następnego.xx